45,00 zł
Kup TOM I TUTAJ
Od wydawcy
Na dwutomowe dzieło Sylweriusza Kondratowicza Taniec lichwy trafiliśmy przypadkowo. Tym bardziej że nazwisko autora – o jakże wdzięcznym imieniu – nic nam wcześniej nie mówiło.
Zaczęliśmy czytać. No i przepadliśmy.
Przeprowadziliśmy swoistą kwerendę, aby możliwie najdokładniej poznać autora. Nie było to łatwe, gdyż Sylweriusz Kondratowicz należy do twórców niemal zupełnie zapomnianych, których dzieła od wielu dziesięcioleci spoczywają pod grubą warstwą kurzu. A szkoda, bo mamy do czynienia z pisarzem świetnie znającym opisywaną rzeczywistość, obdarzonym prawdziwym talentem i nieprzeciętnym zmysłem obserwacji.
Wysoko oceniał jego możliwości także Teodor Jeske-Choiński, który już w 1899 roku, w słowie wstępnym do powieści Całą siłą!, pisał:
„W pełni sił męskich, wykształcony wszechstronnie, utalentowany i nadzwyczaj pracowity, ma Sylweriusz Kondratowicz jeszcze przed sobą długą drogę, którą zaściele niewątpliwie szeregiem dzieł nowych, coraz lepszych, coraz dojrzalszych”.
Były to słowa pełne uznania, ale także nadziei na dalszy rozwój pisarza. Taniec lichwy, wydany kilka lat później, potwierdza, że nadzieja ta nie była bezpodstawna.
Musimy przy tym sprostować powtarzaną w dostępnych źródłach datę śmierci autora. Niemal wszędzie można przeczytać, że Sylweriusz Kondratowicz zmarł w 1940 roku. Jest to jednak pomyłka, później bezrefleksyjnie przepisywana z jednego opracowania do drugiego. Dotarliśmy do nekrologu zamieszczonego w piśmie „Świat” z 11 czerwca 1910 roku. Kondratowicz zmarł więc trzydzieści lat wcześniej, niż dotychczas podawano.
Uważamy, że Taniec lichwy jest powieścią ponadczasową, szczególnie ważną w obecnym położeniu naszego „nieszczęśliwego kraju”. Kondratowicz pokazuje świat żydowskich bankierów, lichwiarzy, pośredników i spekulantów, którzy dzięki posiadanemu kapitałowi, kredytowi oraz sieci wzajemnych powiązań zdobywali coraz większą władzę nad polskim handlem i przedsiębiorczością.
Nie ma powodu zatajać narodowego charakteru ukazanego przez autora konfliktu ani ukrywać go za bezosobowymi określeniami w rodzaju „obcego kapitału”. Polscy przedsiębiorcy stają w tej powieści wobec żydowskich środowisk finansowych, które potrafią bezwzględnie wykorzystać ich zadłużenie, łatwowierność, brak rozwagi i gospodarcze osamotnienie.
Jest to ostrzeżenie przed sytuacją, w której obca narodowo warstwa finansowa, dzięki pieniądzom i organizacji, uzyskuje wpływ nieproporcjonalny do swej liczebności, a kredyt przestaje być pomocą i staje się narzędziem podporządkowania. Dług daje bowiem władzę nad dłużnikiem. Pozwala przejmować jego majątek, kierować jego decyzjami, a wreszcie korzystać z owoców jego pracy.
W chwili dziejowego zakrętu, na którym ponownie znalazła się Polska, Taniec lichwy pozostaje donośnym ostrzeżeniem. Oby nie stało się ono głosem wołającego na puszczy.
Powieść została napisana niezwykle sprawnie. Kondratowicz barwnie przedstawia postacie i miejsca, a przy tym stopniowo odsłania kolejne piętra finansowych machinacji. Czytelnik szybko zostaje wciągnięty w świat, w którym za uprzejmymi rozmowami, pożyczkami i korzystnymi z pozoru umowami kryją się cudze rachuby.
Autor przenosi nas do Warszawy początku XX wieku. Pokazuje przedsiębiorców, banki, kantory, towarzystwa kredytowe, zależności finansowe i społeczne układy, z których nieraz nie sposób się wydostać. Jedni, kierowani chciwością, wyrachowaniem i bezwzględnością, zastawiają pułapki. Inni – naiwni, nieostrożni albo postawieni wobec braku dobrego wyjścia – pozwalają się w nie uwikłać.
Szczególnie mocno wybrzmiewa problem lichwiarskiego podporządkowywania polskich przedsiębiorców żydowskim bankierom, spekulantom i pośrednikom finansowym. Obraz ten jest ostry, bezkompromisowy i niewątpliwie nosi znamię sporów społecznych swojej epoki. Nie znaczy to jednak, że można go zbyć jako historyczny anachronizm. Mechanizmy opisane przez Kondratowicza nie zniknęły wraz z dawną Warszawą. Zmieniły nazwy, skalę i narzędzia, ale zasada pozostała ta sama.
Nie jest to przy tym suchy traktat społeczny. Intrygi, bankructwa, interesy, ukryte zależności, dramatyczne decyzje i wątki obyczajowe sprawiają, że trudno odłożyć książkę na bok. Po kilku stronach człowiek przestaje jedynie czytać. Zaczyna spacerować ulicami dawnej Warszawy, zaglądać do kantorów, mieszkań, salonów i biur, obserwując ludzi przekonanych, że prowadzą własne interesy, choć nieraz sami stali się już przedmiotem cudzego interesu.
Szczegółowość, z jaką Kondratowicz opisuje świat finansów, od razu nasuwa pytanie: skąd posiadał taką wiedzę? Jak to możliwe, że był tak dobrze zorientowany? Czy nie popuścił zbytnio wodzy wyobraźni?
Bynajmniej.
Sylweriusz Kondratowicz pracował w warszawskiej Izbie Obrachunkowej. Był to urząd państwowy Imperium Rosyjskiego, zajmujący się kontrolą rachunków i przepływów finansowych oraz wykrywaniem nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami publicznymi. Można go ostrożnie porównać do dzisiejszych instytucji kontroli skarbowej i państwowej, w pewnej mierze także do Najwyższej Izby Kontroli.|
Kondratowicz znał więc materię, o której pisał. Nie obserwował jej wyłącznie z literackiego gabinetu. Wiedział, jak przepływają pieniądze, jak ukrywa się rzeczywiste zależności oraz w jaki sposób pozornie legalna operacja finansowa może doprowadzić człowieka do ruiny.
Niektóre książki po prostu się wydaje. Inne trzeba ocalić od zapomnienia. Taniec lichwy bezwzględnie należy do tej drugiej kategorii.
Warto przywrócić tę powieść polskiemu czytelnikowi właśnie teraz – w roku Pańskim 2026, gdy ponownie powracają pytania o roszczenia majątkowe, własność, zadłużenie państwa, obcy kapitał, gospodarczą zależność Polski i cenę naiwności wobec silniejszych graczy. Historia nie powtarza się dokładnie, lecz stare mechanizmy potrafią powracać w nowych szatach.
Taniec lichwy jest lekturą obowiązkową, a przy tym po prostu znakomitą powieścią.
Na rewersie okładki zamieściliśmy zdjęcie Sylweriusza Kondratowicza pochodzące z jego nekrologu, a obok – wykonaną na jego podstawie rekonstrukcję cyfrową.
Zapraszamy do lektury.
Pod Chorągwią Matki Bożej Łysieckiej, AD 2026
***
Sylweriusz Kondratowicz (1858–1910) – był powieściopisarzem, publicystą i redaktorem, a prywatnie wnukiem poety Władysława Syrokomli, czyli Ludwika Kondratowicza. Urodził się w guberni kowieńskiej. Studiował nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Kijowskim, lecz z czasem porzucił tę drogę i zajął się literaturą oraz publicystyką.
Po osiedleniu się w Warszawie współpracował z „Nowinami”, „Kurierem Codziennym” i „Porannym”. Pisał kroniki naukowe, felietony oraz artykuły poświęcone sprawom gospodarczym i społecznym. W latach 1884–1885 redagował czasopismo satyryczne „Mucha”. Od 1887 roku był związany z „Gazetą Warszawską”, gdzie zajmował się krytyką literacką i przeglądem prasy. W 1898 roku objął kierownictwo redakcji „Niwy Polskiej”.
Był autorem powieści społeczno-obyczajowych, m.in. Zmarnowane dziedzictwo, Bez woli, Fałsze życia, Z mroków oraz Taniec lichwy (1904). Ta ostatnia, określana jako „rodzaj satyry na stosunki miejscowe”, przez pewien czas cieszyła się znacznym rozgłosem. W twórczości Kondratowicza silnie obecna była tematyka społeczna i moralizatorska.
Pracę literacką łączył z zatrudnieniem w warszawskiej Izbie Obrachunkowej. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
***
Książka uzyskała patronat: Magna Polonia i Chrobry Szlak
Dane techniczne:
Ilość stron: 239
Okładka: Miękka
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Pod Chorągwią Matki Bożej Łysieckiej
Mocowanie: Klejona
Format: 14,5 cm x 20,5 cm
Inne: —
© 2017-2025 Fundacja Magna Polonia
Operatorem sklepu jest Fundacja Magna Polonia, NIP: 2220912514. Adres do korespondencji: Ul. Szkolna 95 (magazyn), 43-267 Suszec.
